Pornoholizm u partnera lub mê¿a.

Filozofia społeczna, psychologia społeczna, etyka, antropologia kulturowa
ODPOWIEDZ

Czy przeszkadza ci, ¿e twój m±¿ lub inny partner ogl±da porno?

Tak
0
Brak głosów
Nie
2
29%
Nie wiem
0
Brak głosów
Nie zauwa¿am
0
Brak głosów
Irytuje mnie jego na³óg i zani¿a samoocenê
2
29%
Irytuje mnie jego na³óg i zani¿a samoocenê
2
29%
Nie dotyczy
1
14%
Nie przezkadza mi to, bo sama lubiê porno ogl±daæ
0
Brak głosów
Porno to patologia
0
Brak głosów
 
Liczba głosów: 7
Jozek

Pornoholizm u partnera lub mê¿a.

Post autor: Jozek »

Bierzemy dzisiaj na ruszt pornografiê. Czêsto u mê¿czyzn zaczyna siê ten na³óg w m³odym wieku. Kupowanie prasy pornograficznej w kiosku, wymienianie siê ni± z kolegami, po¿yczanie, ukrywanie przed rodzicami (ojciec wiedzia³ gdzie le¿± "¶wierszczyki" i podbiera³ synowi, a pierworodny o tym wiedzial, bo by³y inaczej u³o¿one, gdy wraca³ ze szko³y). Brat daj±cy "zaganiacze" m³odszemu czy m³odociany onanista roznosz±cy gazety znajomym lub nawet bêd±cy istn± osiedlow± porno-biblioteczk±. Pierwsze ogl±danie pornoli przegrywanych na VHS, potem kupno w formie cyfrowej czy te¿ z p2p jak i stream'owane sceny z Internetu.
Czy podpatrzone zachowanie by³y przenoszone na swoje partnerki potem :?:
Czy kobiety sprawdzaj± historiê w przegl±darce, gdzie buszowa³ i co ogl±da³ ich m±¿ :?:
Czy bardziej podatne jednostki wulgaryzuj± po tym swoje ¿ycie erotyczne :?:
Chc± mieæ dzieci czy tylko traktuj± partnerkê seksualn± jako chcêc wy³adowania siê i zaspokojenia potrzeb seksualnych :?:
Jak to siê przek³ada na toksykomaniê i agresjê po¼niejsza :?:
Czy mê¿czy¼ni ogl±daj±cy pornografiê s± bardziel poligamiczni i czy korzystaj± z us³ug prostytutek :?:
Czy pornoholicy s± bardziej nerwowi, zaczepni, maj± sk³onno¶ci do dokuczania, promowania kosztem czyjej¶ osoby, utajone charakteropatie lub psychopatie i jak siê ukazuj± na portalach spo³eczno¶ciowych by znale¼æ m³odsze partnerki do seksu czy wypromowaæ w³asn± osobê zdjêciami np. czy komentarzami wszelakiej tre¶ci z podtekstami seksualnymi czy te¿ uwodziecilskimi.
Czy pornoholik jest podatny na inne na³ogi? Je¶li tak, to jakie?
Xylomena
*****
Posty: 544
Rejestracja: czw mar 22, 2007 1:00 am
Lokalizacja: Józefów
Kontakt:

Post autor: Xylomena »

Niech będzie, że o mężczyznach w tym kontekście też się mówi, chociaż z tego co wiem wymyślanie tego typu holizmów zaczęło się od pomysłu na uzdrawianie społeczeństwa przez wmówienie prostytutkom, że znajdują się w nałogu, z którego powinny się wydobywać przy pomocy specjalistów.
Miało to sens, bo prostytutki mają sporo kasy do wydojenia z nich przez prawych i uczonych obywateli, a onanizujący się młodociani czy podglądacze pisemek to taki sobie materiał na bogacenie się :???:
Tak czy inaczej może to wszystko się wiąże.

Podział na umiarkowanie i nieumiarkowanie w jedzeniu oraz piciu istnieje. Obżarstwo to już ten etap, kiedy jedzenie szkodzi. Można w to uwierzyć, że organizm potrafi się rozregulować tak by nie czuć bezpiecznych dla siebie granic, tym samym można uwierzyć, że w obrębie każdej potrzeby fizjologicznej takie granice występują. Pytanie tylko czy zainteresowanie dla pornografii to fizjologia? Są tacy, którzy uważają, że seks nie jest potrzebą fizjologiczną i przez całe życie można się bez tego obejść. Z ciekawością jest chyba trudniej.
A oglądanie obnażających się ludzi w sztywnym sformalizowanym świecie (związki jako instytucje itd.) to duży relaks, chociaż tylko do pewnych granic niemyślenia. Świadomość oglądania danych obrazów z dziećmi, gwałcicielami, sadystami bijącymi żony i dzieci itp nie ma w sobie nic fajnego, nic pociągającego.
Skończona ilość słów dotyczy tylko skończonej ilości uczuć
FrancisBegbie
*****
Posty: 596
Rejestracja: sob cze 23, 2007 2:00 am

Post autor: FrancisBegbie »

Hmm,

Ostatnio (wczoraj) skończyłem czytać książkę: Erotyzm ponowoczesny - Wojciecha Klimczyka. Książka nie odpowiada stricte na pytania tutaj zawarte, ale jest na pewno swego rodzaju drogowskazem po współczesnym społeczeństwie i kwestii tego jak erotyzm, małżeństwa zmieniają się w porno i związki. Daje wskazówki co jest inne, co może być przyczyną ulotności, pluralizmu czy ciągle umykających granic w sferze seksualności.

Do ciekawych wniosków mogę zaliczyć (z czym poniekąd się zgadzam), że porno dzisiaj wpisuje się świetnie w dyskurs - nastawione jest na napięcie, zaspokojenie tego czego partnerka dać nam nie może. Porno jest wszędzie i łatwo dostępne - uważam, że świerszczyki wychodzą z obiegu (w ogóle prasa tradycyjna zaczyna być wypierana w stronę elektronicznych mediów). Wcześniej stagi, loops'y - dzisiaj redtuby, pornhuby.

Za pośrednictwem porno (za razem imitującym wolność i programowanie) człowiek ma możliwość "spełnienia". Filmy kręcone są w takiej perspektywie, gdzie kobieta jest w centrum uwagi, przedstawiane są jej wszelkie rozkosze w trakcie kopulacji a mężczyzna odgrywa jedynie drugorzędną role, w której widnieje głównie jako członek. Jest to "metoda na głoda".. za sprawą tego ujęcia/perspektywy mężczyzna staje się widzem a jednocześnie partnerem w kopulacji, kobieta spełnia wszelkie jego zachcianki (za sprawą kompleksowości porno - od małych cycek po wielkie, od analnego seksu po oralny itd...), żona staje się partnerką za sprawą tego, że dzisiaj niezbyt wygodnie (inną cechą porno jest egoizm) jest wiązać się na całe życie i znosić niedoskonałości - skoro mamy do czynienia z tak wszechstronnymi metodami zaspokojenia przyjemności (chwilowej). Po jednym ukojeniu czas na drugie - tutaj nie ma czasu i ochoty na dodatkwe problemy - zmienia się "iluzjonistycznego partnera" w porno po to by mieć to co się chce a nie mieć to co się musi mieć. Porno ma być skrajną rozkoszą, która nigdy się nie kończy, coraz większe przyzwolenie społeczne porwadzi do coraz większej "standaryzacji, codzienności porno' - to z kolei wywołuje efekt poszerzających się granic - w imię porno - bez zahamowań, do końca obalając wszelkie granice, które de facto są niemożliwe do obalenia. Granice porno są potrzebne, bez granic wszystko stanie się codziennością w związku z czym porno straci swój cel: dostarczać przyjemność poprzez szokowanie widza-aktora-partnera kopulacji... Tutaj nie ma już "obżarstwa" a "niepohamowana fantazja", jeżeli jest coś jeszcze niedozwolone do oglądania/czynienia to już na pewno zostało wypowiedziane... Jeżeli zaś wypowiedziane to tym samym ktoś odważy się to zrobić, jeżeli zrobi inni będą również próbować - jak nie od razu to w niedługim czasie.

Dzieje się to również w związku - mąż-żona stają się partnerem-partnerką, którą łatwo wymienić, w którym to związku versus małżeństwu stawia się odwieczne żądanie bycie idealnym tudzież spełnienia wszelkich pokus, pragnień na już. Jeżeli nie zostanie to zaspokojone - a na pewno nie zostanie, podobnie jak porno nie zaspokaja - partner-partnerka zostaną wymienieni, powiększa się granica dobrego smaku, partnerka-jak i partner- zmuszeni są do coraz większych poświęceń. Aby kobieta była zaspokojona musi znaleźć partnera otwartego na wszystko, dającego to co ona chce - lecz tym samym aby partner z nią kooperował winna dać mu to samo. Pełna otwartość na wyzwa seksualnych wyuzdań - ale jak do tego dojść, skoro każdy z partnerów oczekuje pełni posłuszeństwa?

Zmiana, lekkość w poszerzaniu granic - niweluje to czego jednocześnie każdy potrzebuje: BEZPIECZEŃSTWA...

Dzisiaj wydaje mi się, że voyeryzm jest szczególnie rozwinięty dzisiaj - świetnie pokazują to portale społecznościowe, serwisy plotkarskie gdzie każdy chce widzieć bądź chce być widziany. Porno nie jest niczym szczególnym, staje się codziennością na tyle codzienną, że traci niemalże na swej atrakcyjności. Poszerzające się granice, zmiana dysegnatu nazwy małżeństwo - jest jak najbardziej odpowiedzią na to, czy porno w związku jest czymś złym czy nie(raczej nie), czy pornoholizm jest czymś złym? czy nie? liczne porady "dobrego seksu", "osiągania orgazmu" itd. w prasie codziennej nawołują, ku temu być "robić więcej", by "dawać z siebie więcej" - by oglądać, być oglądanym bo to może powiększyć nasze doznania.

Jeżeli by wziąć na ruszt Freuda - LIBIDO - można by dojść do wniosków, że osłabiające się ramy (rosnący pluralizm) norm i wartości we współczesnej kulturze, osłabia superego, które dotychczas bardzo hamowało libido-seksualność. Wraz ze wzrostem "dojścia" do świadomości libido - zwiększają się możliwości sfery seksualnej, które dają np: większe przyzwolenie do porno.
Xylomena
*****
Posty: 544
Rejestracja: czw mar 22, 2007 1:00 am
Lokalizacja: Józefów
Kontakt:

Post autor: Xylomena »

Dziwne ujęcie pojęcia partner, podejrzewam, że wprost z przeczytanej książki. Jakby było skrótem zwrotu partner seksualny i mogło w jakikolwiek sposób kolidować ze związkiem trwałym, z małżeństwem. Widzę, że w Wikipedii jest niewiele lepsze, a w gruncie rzeczy partnerstwo to równoprawność, więc sama esencja trwałości i rzecz pożądana w każdym dobrym małżeństwie.
Tak na marginesie. Bo sam wywód jest dla mnie zrozumiały i ciekawy.
Skończona ilość słów dotyczy tylko skończonej ilości uczuć
FrancisBegbie
*****
Posty: 596
Rejestracja: sob cze 23, 2007 2:00 am

Post autor: FrancisBegbie »

Jest to ujęcie abstrakcyjne, dlatego też bardzo ogólne, sprowadzone do jak najprostszej formy - bo nie ma czasu ani miejsca na pisanie eseju o partnerstwie/związkach/małżeństwie by przejść do seksualności stricte w tychże zjawiskach/procesach a także seksualności ad hoc :)

Oczywiście nie często można spotkać zwolennika myśli ponowoczesnej/postmodernizmu, jest to specyficzne ujęcie jakiegokolwiek tematu w tym "nurcie myślowym". Dobrą wiadomością jest to, że specyfika dyskursu ponowoczesnego zaczyna coraz silniej uderzać "o ziemię" tzn. staje się to coraz bardziej odczuwalne.

Notabene, w sondzie jest chyba błąd albo ja nie rozumiem.

- Irytuje mnie jego nałóg i zaniża samoocenę

Jeżeli JEGO (oglądającego) to nie można stwierdzić czy ZANIŻA SAMOOCENĘ (jego-oglądającego). SAMOOCENA odnosi się do NAS SAMYCH. To OGLĄDAJĄCY powinien się wypowiedzieć o ew. ZANIŻENIU SAMOOCENY - my możemy zaniżyć OCENĘ :-)

No chyba, że poprzez WIDZA PORNO-PARTNERA/MĘŻA zaniża się NASZA SAMOOCENA, to chociaż też do mnie nie przemawia:P
Xylomena
*****
Posty: 544
Rejestracja: czw mar 22, 2007 1:00 am
Lokalizacja: Józefów
Kontakt:

Post autor: Xylomena »

W domyśle zapewne jest "moją" samoocenę. Ktoś już na to odpowiedział, więc jakoś pewnie jest zrozumiałe. Nie chcę za bardzo ingerować w pomysł autora, niech się człowiek aktywizuje. I tak musiałam wykasować trzy odpowiedzi będące pytaniami (pytaniami całą gębą ze znakami zapytania na końcu), a dopisać oglądanie wspólne, żebym sama mogła wziąć udział w ankiecie :cool:
Z tym, że nie jestem pewna, czy dobrze zrobiłam. W badaniach tak nie bywa, ale potocznie masa ludzi odpowiada pytaniem na pytanie. To w końcu coś tam o nich mówi, a że nauka nie potrafi tego interpretować, to może tylko jej ułomność, a nie odpowiadających...
Skończona ilość słów dotyczy tylko skończonej ilości uczuć
ODPOWIEDZ