Ja bym miała całkiem duży problem, chociaż nie raz chciałam taki temat poruszyć, ponieważ "społeczeństwo" strasznie mi się nie podoba ze swoim nierozumieniem samobójców i nieidentyfikowaniem się z trudem życia.
Osoby dotknięte traumą samobójstwa, to zapewne trochę co innego, niż ci, którzy się zabijają - samobójcy niedoszli i osoby blisko związane z powodami samobójstw, otoczenie samobójcy, często inspiratorzy samobójstw. Można z nimi pogadać osobiście. A więc jest to inna perspektywa, niż zajmowanie się samymi samobójcami i pobudkami samobójstw, jak zrobił to klasyk- Emil Durkheim.
Czy osoby dotknięte traumą samobójstwa spotyka ze strony społeczeństwa coś szczególnego? Wyłącznie odratowanych i ewidencjonowanych samobójców. Procedura prawna dla nich jest klarowna i bardziej bezwzględna, niż dla przestępców. Są leczone, potem zgłaszane przez szpital sądowi, ubezwłasnowolniane, nie mają prawa do wyboru szkół bez konsultacji, do wyboru miejsca pracy, mają terminy regularnych zgłoszeń jak na zwolnieniu warunkowym, żeby się tłumaczyć co u nich słychać, a gdy chcą zakładać własne rodziny to się ich zamyka za kraty, żeby nie rozsiewali destrukcji...
