Teorii na ten temat jest wiele, wystarczy sięgnąć do Riesmana (chyba to był on) i jego (już bardziej "zsocjologizowana") teoria człowieka wewnątrz- i zewnątrz-sterownego, do buntu mas Ortegi y Gasseta i temu podobnych, nie zapominając już o wyżej wspomnianych teoriach umowy społecznej
Ja zaś osobiście stoję na stanowisku, że jeżeli jestesmy tymi zoon politicon, to wolność opiera się na porządku, na tym, że mamy już pewne wytyczone drogi działania, a jeżeli chcemy, możemy podjąć się jakiś transgresji (co i tak przychodzi nam wystarczająco ciężko ;p ). Pośród wszelkich dostępnych nam schematów działania możemy wybrać jakiś, który nam najbardziej odpowiada, a możemy też wybrać jakiś inny, jeszcze nie przetarty szlak. Jednak musimy się liczyć z tym, że takie działania (te nowe) spotkają się z oporem. Wolność sprowadza się do tego, że mogę wybrać taką a nie inną drogę, a konsekwencje (czy to negatywne czy to pozytywne) mnie i tak spotkają. W tym sensie jesteśmy wolni.
Jeżeli do celów analitycznych przyjmiemy model umowy społecznej jako rozróżnienie między stanem bycia w społeczeństwie, a stanem wcześniejszym (nie ważne czy wojny wszystkich ze wszystkimi, czy jakiegokolwiek innego) to poprzez umowę społeczną tracimy oczywiście możliwość robienia czego nam się żywnie podoba, czyli wolność do (i tu wymieniamy wszystkie działania jakie się składają na robienie co nam się żywnie podoba, eg. wolność do zabijania), a za to wolność zyskuje wymiar wolności od. Jest to oczywiście bardzo uproszczony schemat.
Dalej, można rozważyć to na jeszcze innej płaszczyźnie. Można by powiedzieć, że jesteśmy zniewoleni przez naszą kulturę, gdyż to ona w sobie zawiera pewne normy których należy się trzymać, pewne wratości do jakich należy dążyć, pewne wzorce zachowań, etc. Można przyjąć, że kultura określa kim powinniśmy być, jak powinniśmy się zachowywać. Tylko na ile takie stanowisko jest prawdziwe i na ile można to nazwać zniewoleniem? Kultura determinuję nasze działania, czy cele życiowe na tyle na ile została przez nas zinternalizowana. Ludzie którzy jej nie przyjęli do końca nie będą do końca podążać tam gdzie ich kultura prowadzi (oni będą może odczuwać kulturę jako coś zniewalającego). Ludzie zaś, którzy chcą iść tym torem raczej nie odczuwają tego jako zniewolenie. Dalej, w dobie globalizacji i tak silnej intensyfikacji różnego rodzaju kontaktów i stosunków społecznych nie mamy już jednej oficjalnej kultury jaką musimy przyjąć. Społeczne punkty odniesienia wyszły nawet daleko poza państwo i jego kulturę. Fakt, że kultura z jaką się spotykamy w najwcześniejszym okresie życia determinuje naszą osobowość w dużym stopniu, jednak jak już jesteśmy na etapie socjalizacji wtórnej, możemy wybierać pomiędzy kulturami różnych grup, zbiorowości, możemy się identyfikować z bardzo różnymi kulturami, możemy antycypować do różnego rodzaju wyższych sfer (mających inną kulturę) i tak dalej. Czy teraz jesteśmy wolni mogąc wybierać pomiędzy różnymi konglomeratami norm, wartości, wzorów, celów, etc.? Moim zdaniem jest to też pewien rodzaj wolności jaki mamy w współczesnych czasach. Można by powiedzieć, że mamy wolność do wyboru tego co nas zniewoli i w jaki sposób
Na koniec – spotykamy się na naszej drodze z różnymi ograniczeniami typu ekonomicznego, politycznego czy też prawnego. Jeśli chodzi o ograniczenia polityczne – tu bym mówił o ograniczeniu wolności, jednak z tym raczej nie mamy wielkiego problemu w państwie demokratycznym, gdzie nasze wolności są gwarantowane przez konstytucję, etc.