Wolność w związkach
-
Socjopatka
- ****
- Posty: 160
- Rejestracja: ndz wrz 16, 2007 2:00 am
Wolność w związkach
Wolność w związkach... Co to tak naprawdę oznacza?
Gdzie znajdują się granice?
Na ile można narzucić partnerowi co może a czego nie?
Czy w ogóle można czegokolwiek zabronić?
Jak postrzegacie wolność w związku Waszym, waszych znajomych, rodziców, gdzie jest złoty środek...
Gdzie znajdują się granice?
Na ile można narzucić partnerowi co może a czego nie?
Czy w ogóle można czegokolwiek zabronić?
Jak postrzegacie wolność w związku Waszym, waszych znajomych, rodziców, gdzie jest złoty środek...
Czy można czegoś zabraniać dorosłemu partnerowi? Przypuszczam, że nie. Można powiedzieć, co nam się podoba, a czego nie tolerujemy i jakie mogą być tego konsekwencje z naszej strony. Granice znajdują się w naszej psychice
Jaki jest sposób? Nie wiem. Albo tolerujemy nasze zachowania i ufamy sobie, alno nie. KROPA
Jaki jest sposób? Nie wiem. Albo tolerujemy nasze zachowania i ufamy sobie, alno nie. KROPA
-
Socjopatka
- ****
- Posty: 160
- Rejestracja: ndz wrz 16, 2007 2:00 am
EnOka, nic nie można zabronić = wszystko trzeba zaakceptować? Bo jesli nie możemy zabronić to albo to przyjmujemy w takiej formie jak jest, albo się z tym męczymy. Tak to rozumieć? Na ile można drugiej osobie narzucić zmianę, aby nie zabraniać i dać swobodę ale spełnić swoje oczekiwania i doprowadzić do celu jakim jest przystosowanie?
To, że nie możemy niczego zabronić nie oznacza wcale, iż należy to akceptować, tolerować. Możemy coś przyjmować w takiej formie w jakiej owo coś jest, ale nie musimy - dlatego kiedy trzeba należy z tym czymś skończyć (znów te cienkie granice). I nieczego nie możemy narzucać...
Wiem, że to skomplikowane ale nie mam ochoty na długie wywody
Wiem, że to skomplikowane ale nie mam ochoty na długie wywody
-
Socjopatka
- ****
- Posty: 160
- Rejestracja: ndz wrz 16, 2007 2:00 am
Nie wykręcaj się brakiem ochoty... bo w ten sposób pytanie pozostanie bez odpowiedzi... Bo według mnie w teorii wszytsko może wyglądać pięknie. Partnerowi nic nie narzucamy, sami też chcemy dla siebie wolności i każdy jest zadowolony. A w praktyce mamy pomysł na partnera i chętnie byśmy lepili go jak miękką glinkę....
-
Socjopatka
- ****
- Posty: 160
- Rejestracja: ndz wrz 16, 2007 2:00 am
... ale czy moja wolność jest równa naszej wolności - w związkach nieformalnych wolność każdego z partnerów jest zdaje się większa a mniejsze znaczenie ma wolność wspólna "Nasza"
Nie ma Mnie jesteśmy My, nie ma Mojej wolności jest Nasza, która jest więcej warta niż indywidualna, wtedy w grę wchodzi akceptacja, zrozumienie, przywiązanie, wspólny cel i wiele innych, chcemy pracować nad budowaniem wspólnego życia, przezwycieżać trudnośći itd ... w związkach nieformalnych brakuje spoiwa, które utrwalało by ten zwiazek i przy przeciwnościach losu łatwiej jest wyjść z tego związku niż pracować nad jego utrzymaniem - brak tego spoiwa jakim jest choćby małżeństwo czy wręcz dziecko. W zwiazku nieformalnym brak tego spoiwa, powoduje że większe znaczenie ma wolność indywidualna każdego z partnerów, a wiec moja wolność ma większe znaczenie niż My.
Takie czasy naszym babciom nawet się nie śniło o czymś takim jak rozwód, choćby niewiem co. Teraz to, że partner uparcie nie opuszcza klapy w toalecie może stanowić powód do wielkiej kłutni (zapewne w imie wolności jednej z osób w zwiazku) a być może i rozopadu związku. Mamy współcześnie coraz większe oczekiwania wc partnerów to tez nie sprostanie któremukolwiek z naszych oczekiwań może być powodem do rozpadu związku, czy to w imię wolnośći?
Nie ma Mnie jesteśmy My, nie ma Mojej wolności jest Nasza, która jest więcej warta niż indywidualna, wtedy w grę wchodzi akceptacja, zrozumienie, przywiązanie, wspólny cel i wiele innych, chcemy pracować nad budowaniem wspólnego życia, przezwycieżać trudnośći itd ... w związkach nieformalnych brakuje spoiwa, które utrwalało by ten zwiazek i przy przeciwnościach losu łatwiej jest wyjść z tego związku niż pracować nad jego utrzymaniem - brak tego spoiwa jakim jest choćby małżeństwo czy wręcz dziecko. W zwiazku nieformalnym brak tego spoiwa, powoduje że większe znaczenie ma wolność indywidualna każdego z partnerów, a wiec moja wolność ma większe znaczenie niż My.
Takie czasy naszym babciom nawet się nie śniło o czymś takim jak rozwód, choćby niewiem co. Teraz to, że partner uparcie nie opuszcza klapy w toalecie może stanowić powód do wielkiej kłutni (zapewne w imie wolności jednej z osób w zwiazku) a być może i rozopadu związku. Mamy współcześnie coraz większe oczekiwania wc partnerów to tez nie sprostanie któremukolwiek z naszych oczekiwań może być powodem do rozpadu związku, czy to w imię wolnośći?
Wolność ma swoje granice, podobnie niezależnosć i swoboda, w prawdziwym zwiazku nie ma czegoś tajkiego jak niezależność, a moze się mylę.Wolność jako niezalezność, swoboda...
-
Socjopatka
- ****
- Posty: 160
- Rejestracja: ndz wrz 16, 2007 2:00 am
-
Socjopatka
- ****
- Posty: 160
- Rejestracja: ndz wrz 16, 2007 2:00 am
Mój kolega ostatnio orzekł, że bardziej niż dziecko wiąże ludzi kredytCzy dziecko rozwiązuje problem decyzyjny?Pozornie! Spaja, ma tylko nas i od nas zależy, ... komplikuje potwornie sprawy w sytuacji, gdy musimy się już rozstać;o wiele bardziej, niż wspólne samochody, konto, znajomi czy mieszkanie!
-
czarny55
- **
- Posty: 10
- Rejestracja: ndz sty 13, 2008 1:00 am
- Lokalizacja: Globalna wioska, zachodnia Polska
Czyli by stworzyć stały związek i utrzymać przez długie lata,wystarczy podpisać papier, spłodzić gromadę dzieci, wziąć kilka kredytów...i mieć spokój do końca życiaMój kolega ostatnio orzekł, że bardziej niż dziecko wiąże ludzi kredyt
A poprzednio odnosiłem się do fragmentu wypowiedzi socjopata
Decyzja o zawarciu związku i macierzyństwie powinna być decyzją przemyślaną w pełnym aspekcie dojrzałości obojga partnerów, w którym słowo MY wyklucza niezależność i indywidualizm jednostkiw związkach nieformalnych brakuje spoiwa, które utrwalało by ten zwiazek i przy przeciwnościach losu łatwiej jest wyjść z tego związku niż pracować nad jego utrzymaniem - brak tego spoiwa jakim jest choćby małżeństwo czy wręcz dziecko.
-
Socjopatka
- ****
- Posty: 160
- Rejestracja: ndz wrz 16, 2007 2:00 am
A co powiecie o związkach, w których istnieje ciche przyzwolenie na "zdrady" ?
Mówię o sytuacji, gdy partnerzy za obóstronną zgodą brykają się (lubię to stwierdzenie, przepraszam jeżeli kogoś uraziłam
na boku- ot tak po prostu, dla rozrywki.
Teoretycznie zdrady ne ma- wszyscy wiedzą o co chodzi.
Może moralnie wygląda to kiepsko, ale wobec siebie są fair. A więź... może właśnie się umacnia? Wraca się do osoby, którą darzy się uczuciem...
Takie moje abstrakcje. (PS. mój związek jest w miarę normalny, nie mam wspólnego nic z sytuacją opisanąpowyżej, żeby nie było
Mówię o sytuacji, gdy partnerzy za obóstronną zgodą brykają się (lubię to stwierdzenie, przepraszam jeżeli kogoś uraziłam
Teoretycznie zdrady ne ma- wszyscy wiedzą o co chodzi.
Może moralnie wygląda to kiepsko, ale wobec siebie są fair. A więź... może właśnie się umacnia? Wraca się do osoby, którą darzy się uczuciem...
Takie moje abstrakcje. (PS. mój związek jest w miarę normalny, nie mam wspólnego nic z sytuacją opisanąpowyżej, żeby nie było