Utopiona komórka, czyli rozterki dziecięcia wieku

gdzie studiować i dlaczego socjologię, gdzie zdobyć dodatkową wiedzę socjologiczną
ODPOWIEDZ
Ritter
*****
Posty: 610
Rejestracja: pn cze 25, 2007 2:00 am
Lokalizacja: Warszawa
Kontakt:

Utopiona komórka, czyli rozterki dziecięcia wieku

Post autor: Ritter »

Nazywają ją elektroniczną smyczą. Słyszałam też określenia: szczekaczka i komornik. Sama czasem nazywam ją klawiszem, przez skojarzenie z facetem pilnującym więźniów. Komórka. Przedmiot, który odbiera nam wolność...

Zaczęło się niewinnie. Zmęczona kilkugodzinnym pisaniem, postanowiłam wziąć relaksującą kąpiel. Skuszona hasłem "podaruj sobie odrobinę luksusu", doszłam do wniosku, że te parę litrów wody i garstka soli kąpielowych to niewielki koszt, by przez piętnaście minut czuć się jak bogini. Zrelaksowana bogini, rzecz jasna.

Napełniłam więc wannę gorącą wodą (proszę mi wybaczyć te szczegóły, ale za chwilę okażą się one istotne), a na krawędzi wanny położyłam moją śliczną, nową komórkę. Ktoś spyta: po kiego ci, kobieto, komórka podczas relaksującej (sic!) kąpieli? Odpowiedź jest prosta: po to, by naprawdę móc się zrelaksować. No bo jak inaczej? A jeśli w trakcie mojej metamorfozy w boginię zadzwoni któreś z dzieci z nie cierpiącą zwłoki sprawą (one są zawsze nie cierpiące zwłoki)? Albo któryś z moich wydawców z jakąś bombową propozycją (mało prawdopodobne, ale pomarzyć można)? Albo prezydent, że właśnie upatrzył mnie sobie na rzeczniczkę (może naprawdę powinien to rozważyć)? Albo... i tak dalej. A ja właśnie w tym momencie nie będę miała przy sobie telefonu? Będę słyszała jego uparte brzęczenie, dochodzące z drugiego pokoju i szlag trafi relaks. Boginie nie wyskakują z wanny i nie pędzą na złamanie karku, chlapiąc wodą na wszystkie strony, prawda?

Nie, na to nie mogłam sobie pozwolić. Położyłam więc komórkę na skraju wanny, tam, gdzie zawsze - tuż obok mosiężnego żółwia. Niestety, tym razem żółw najwyraźniej uznał, że towarzystwo komórki mu nie odpowiada. Musiał ją popchnąć, czy coś w tym rodzaju, bo już w sekundę potem zobaczyłam, jak moja nowa, śliczna komórka ląduje na dnie. Spoczęła w seledynowej toni, zaświeciła smutno niebieskim światłem i zgasła.

W panice wydobyłam ją z wody. Osuszyłam ręcznikiem. Rozłożyłam na czynniki pierwsze. Każdą część starannie wytarłam, klnąc w duchu boginie, luksus, relaks i własną głupotę. I cały czas zadając sobie jedno pytanie: jak ja teraz będę żyła bez komórki? Jak utrzymam w dłoni wątłą nitkę kontaktów towarzyskich? Jak się będę komunikowała ze światem? Jak, jak, jak?!

Dobrze, że to nie suszarka

Kiedy tak smętnie rozmyślałam nad szczątkami mojego "klawisza", zadzwonił telefon. Stacjonarny, rzecz jasna. Telefonował mój rodziciel.
- Cześć córcia! Co słychać? - zapytał, jak zwykle.
- Cześć tato. Fatalnie! - odparłam wbrew regułom gry.
- O, a co się stało? - zainteresował się lojalnie tata.
- Utopiłam komórkę.
- Co zrobiłaś?!
- Telefon komórkowy wpadł mi do wanny - pospieszyłam z wyjaśnieniem, przypominając sobie w porę, że mój ojciec jest już chyba ostatnim Ziemianinem, który nie posiada telefonu komórkowego i słowo "komórka" kojarzy mu się ze składzikiem na graty.
- O, to niedobrze - współczująco stwierdził ojciec. - Ale wiesz - dorzucił po chwili - dobrze, że nie wpadła ci tam suszarka.

Faktycznie - pomyślałam ponuro. - Gdyby do wanny wpadła mi suszarka, szlag trafiłby mnie. A tak, to własnoręcznie zamordowałam komórkę. Słaba pociecha, ale pociecha. Podjęłam delikatną akcję reanimacyjną. Zdemontowaną obudowę, baterię i kartę sim rozłożyłam na biurku, żeby odparowały. Przez chwilę rozważałam użycie wspomnianej (i na szczęście nieutopionej) suszarki. Zrezygnowałam, mętnie przypominając sobie, że zbyt wysoka temperatura jest dla elektroniki równie zabójcza jak woda. Pozostawało czekać.

Święty spokój

Tak zastała mnie pani Ewa, która raz w tygodniu przychodzi do mnie sprzątać. Widząc mnie, hipnotycznie wpatrującą się w szczątki komórki, spytała, co się stało. Powtórzyłam jej całą historię od początku. Była wyraźnie zachwycona zachowaniem mosiężnego żółwia. A kiedy już wysłuchała moich jęków do końca orzekła: - No, i dobrze! Wreszcie będzie pani miała trochę spokoju.

Hm. Spokoju. Zupełnie nie patrzyłam na sprawę pod tym kątem. Pani Ewa wyłożyła mi to szybko i sprawnie, jednym tchem wyliczając błogosławieństwa płynące z braku komórki. Wszystkie sprowadzały się do jednego wniosku: to JA będę decydowała, kiedy i z kim chcę rozmawiać, a nie odwrotnie. Alleluja!

Widząc, że nastrój nieznacznie mi się poprawił, pani Ewa rzuciła jeszcze, wskazując na mój laptop: - Tego też powinna pani utopić. Wtedy to już by pani miała absolutnie święty spokój!

Epilog

Po kilku godzinach suszenia okazało się, że komórka jednak działa. Może nie idealnie, ale podstawowe funkcje spełnia. Nie wiedzieć czemu ciągle teraz świeci smutnym światłem "w kolorze blue", jakby chciała mi z wyrzutem powiedzieć: czemu mnie tak skrzywdziłaś? Jest to męczące zwłaszcza w nocy, bo ta niebieska poświata rozlewa mi się po całym pokoju. Będę chyba musiała zamykać "klawisza" na noc do szuflady.

A kiedy komórka w końcu zadzwoniła (telefonował syn, żeby powiedzieć, że się spóźni i mamy nie czekać z kolacją), poczułam się naprawdę komfortowo. Nareszcie będę miała święty spokój!
Źródło: wiadomosci24.pl
Autor: Beata Biały
Artykuł: tutaj
Stirlitz idąc przez Unter den Linden zauważył człowieka zamalowującego napis na ścianie.
Moderator - pomyślał Stirlitz.
socjopat
*****
Posty: 627
Rejestracja: pn lut 26, 2007 1:00 am

Post autor: socjopat »

Ja dwa razy w życiu wyprałem telefon a raz zalałem płynem:

1) samsung 1 - wyprany w automacie, nie wiedzieć czemu telefon rozrególował oprogramowanie pralki i mimo iż nastawiłem pranie na 40 stopni, pranie się ugotowało - telefon po wysuszeniu na kaloryferze działał bez zarzutu, a po roku jeszcze go za stówkę opchnąłem w komisie :razz:

2) samsung 2 - wyprany w pralce typu "frania" - działał jeszcze pół roku po wysuszeniu, po tym czasie umarł śmiercia naturalną - rdzewiał od środka, aż zgasł zupełnie

3) nokia - zgasła w momencie zalania niewielką iloscią wódkii - poszła do śmieci :grin:

nie przywiązuję się do telefonów, używam przede wszystkim jako zegarka (budzika) i by być w zasiegu w razie czego :wink:
Ritter
*****
Posty: 610
Rejestracja: pn cze 25, 2007 2:00 am
Lokalizacja: Warszawa
Kontakt:

Post autor: Ritter »

3) nokia - zgasła w momencie zalania niewielką iloscią wódkii - poszła do śmieci :grin:
Abstynentka 8O
Stirlitz idąc przez Unter den Linden zauważył człowieka zamalowującego napis na ścianie.
Moderator - pomyślał Stirlitz.
socjopat
*****
Posty: 627
Rejestracja: pn lut 26, 2007 1:00 am

Post autor: socjopat »

może miała wszywkę :mrgreen:
Awatar użytkownika
malec
****
Posty: 162
Rejestracja: wt lut 20, 2007 1:00 am
Lokalizacja: Kraków

Post autor: malec »

moi drodzy mały ot teraz :) sprzedaje telefony od jakiś trzech miesięcy jakbyście mieli jakieś kłopoty albo szukali porady to dajcie znać na priv :)
Pozdrawiam
ODPOWIEDZ