Krzyż, który zniknął - historia jednej fotografii

gdzie studiować i dlaczego socjologię, gdzie zdobyć dodatkową wiedzę socjologiczną
ODPOWIEDZ
Ritter
*****
Posty: 610
Rejestracja: pn cze 25, 2007 2:00 am
Lokalizacja: Warszawa
Kontakt:

Krzyż, który zniknął - historia jednej fotografii

Post autor: Ritter »

Szkoda, że autorka nie napisała kiedy zniknął, ale ja też nie zwróciłem na niego uwagi. A od półtora miesiąca codziennie przechodzę koło tej kamiennicy wracając z pracy.

btw. Jak będę miał wolną chwilę to zrobię kilka fotek od siebie z okna. Centrum miasta, dookoła pietnastopiętrowe bloki, w tle jakiś niższy, na oko 10 pięter, a centralnie na środku, stara opuszczona kamienica stojąca na wprost znajdującej się po drugiej stronie ulicy mennicy. :wink:
Wisiał tam dyskretnie, nie rzucając się w oczy. Ludzie przechodzili obok, wcale go nie widząc. No, bo kto w Warszawie, spiesząc się do swoich spraw, zadzierałby głowę, by spojrzeć na odrapaną ścianę starej, walącej się kamienicy?

Warszawska Wola. Właściwie już niemal centrum miasta. Dużo tu nowoczesnych budynków i strzelistych biurowców ze szkła i aluminium, z których w porze obiadu wysypują się grupki młodych ludzi w ciemnych garniturach i klasycznych garsonkach, okupując okoliczne bary i restauracje. Ot, takie choćby jak Folk Gospoda na rogu Grzybowskiej i Waliców.

Ale ten pejzaż nie jest jednorodny. Zgrzytają w nim stare i odrapane kamienice, pamiętające jeszcze czasy opisywane przez Singera, który akcję swoich powieści tak często umieszczał choćby przy Iron Street (nasza poczciwa ulica Żelazna) - o krok od wspomnianej Folk Gospody.

Młodzi ludzie, którzy spieszą, by zjeść szybki lunch (obiad brzmi zupełnie nieadekwatnie), rzadko spoglądają na te straszydła, bo tak między Bogiem a prawdą, to nie ma czego podziwiać. Kamienice straszą ślepymi oknami i szczerbatymi murami, a do bram lepiej nie zaglądać, zwłaszcza jeśli ma się na sobie drogi garnitur. Czasem jednak warto zadrzeć głowę, bo stare domy miewają swoje tajemnice, których nie dojrzysz wpatrując się w czubki własnych butów lub w spieszący się wiecznie zegarek.

Tajemnica drewnianego krzyża

Pewnego wiosennego dnia, kilka lat temu, szłyśmy z siostrą ulicą Waliców. Niespieszna, wiosenna przechadzka, bez celu i zobowiązań. Zajęte rozmową, zbliżyłyśmy się do Grzybowskiej, kiedy nagle siostra stanęła jak wryta i chwyciła mnie za rękaw: - Patrz!

Krzyż, którego już nie ma / Fot. Ewa OlejnikSpojrzałam we wskazanym przez nią kierunku - na ścianę starej, przedwojennej kamienicy, stojącej u zbiegu obu ulic. Mur, który wygląda tak, jakby był dawną ścianą wewnętrzną, pozostałą po oderwanym kawałku budynku. I właśnie na tej ścianie, mniej więcej pośrodku, wisiał sobie skromny, drewniany krzyż. Żadne dzieło sztuki, bardzo prosty, jeden z tych, jakie wiesza się (lub raczej niegdyś się wieszało) w sypialni nad łóżkiem, by przed nim zmawiać wieczorny pacierz.

- Że też go wcześniej nie zauważyłam! Ciekawe, od jak dawna tu wisi? - gorączkowałyśmy się, zdumione. Pytań było wiele. Czy krzyż powiesili ci, którzy mieszkali w oderwanej części kamienicy? Czy jako jedyny, niemy świadek, przetrwał wojenny kataklizm tego starego domu? A może ktoś powiesił go znacznie później, w sobie tylko wiadomym celu?

Siostra często nosi przy sobie aparat fotograficzny. Kilka strzałów migawką i krzyż został na zawsze już przytwierdzony do odrapanej ściany przedwojennego domu, tuż powyżej białej, ocienionej eternitowym daszkiem ściany śmietnika.

Zostało tylko zdjęcie

Od tej pory, ilekroć tamtędy przechodziłam, patrzyłam na ten samotny krzyż, zastanawiając się, jaką kryje w sobie historię. Szewc, który ma w tej starej kamienicy swój zakład, spytany o krzyż, wzruszył tylko ramionami. Krzyż? Na ścianie kamienicy? Nawet go nie zauważył...

Aż pewnego dnia krzyż zniknął. Nie wiem, kto go zdjął i dlaczego. Pomyślałam tylko, że jeśli naprawdę wisiał tam od czasów wojny, to jego zniknięcie po tylu latach tchnie dziwną ironią. Może przeszkadzał gościom Folk Gospody, która pod ścianą kamienicy umieściła swój wiosenno-letni "ogródek"? Może uznano, że nie będzie pasował do wielkich bilboardów, które zasłoniły sporą część ściany? A może ktoś tak bardzo go polubił, że postanowił powiesić go w swoim własnym domu? Wiele pytań, żadnych odpowiedzi...

Mnie zostało zdjęcie.

Autorka dziękuje swojej siostrze, Ewie Olejnik, za udostępnienie zdjęcia. A przede wszystkim za to, że ocaliła ten krzyż od zapomnienia.
Źródło: wiadomosci24.pl
Autor: Beata Biały
Artykuł: tutaj
Stirlitz idąc przez Unter den Linden zauważył człowieka zamalowującego napis na ścianie.
Moderator - pomyślał Stirlitz.
socjopat
*****
Posty: 627
Rejestracja: pn lut 26, 2007 1:00 am

Post autor: socjopat »

taki stary drewniany krzyż (żadne dzieło sztuki, ale jednak) na targu staroci można kupić za 100-200 zł (no chyba, ze bardzo zniszczony to taniej a więc ktoś miał potrzebę i znalazł sposób na jej zaspokojenie - taką mam teorię :wink:

ps: akuratnio poszukuje takowego krzyża, by go zawiesić w odpowiednim miejscu to zwracam uwagę na tego typu detale również na odrapanych kamienicach :razz:
Ritter
*****
Posty: 610
Rejestracja: pn cze 25, 2007 2:00 am
Lokalizacja: Warszawa
Kontakt:

Post autor: Ritter »

Hehe, wpadnij do Warszawy, obskoczymy opuszczone kamienice w okolicy, może coś się znajdzie. :razz: Ale szybciej bym się zwojów Tory spodziewał, niż krzyża, w końcu to teren dawnego getta. :wink:
Stirlitz idąc przez Unter den Linden zauważył człowieka zamalowującego napis na ścianie.
Moderator - pomyślał Stirlitz.
socjopat
*****
Posty: 627
Rejestracja: pn lut 26, 2007 1:00 am

Post autor: socjopat »

no to super, tak się składa, że świeczniki mosiężne tez kolekcjonuję :razz:
Ritter
*****
Posty: 610
Rejestracja: pn cze 25, 2007 2:00 am
Lokalizacja: Warszawa
Kontakt:

Post autor: Ritter »

Hehe, to czekam, czekam :wink:
Stirlitz idąc przez Unter den Linden zauważył człowieka zamalowującego napis na ścianie.
Moderator - pomyślał Stirlitz.
ODPOWIEDZ