Czy możliwe jest życie bez pracy ludzkiej?

gdzie studiować i dlaczego socjologię, gdzie zdobyć dodatkową wiedzę socjologiczną
ODPOWIEDZ
Naomi
**
Posty: 17
Rejestracja: czw wrz 18, 2008 2:00 am
Lokalizacja: Śląsk

Czy możliwe jest życie bez pracy ludzkiej?

Post autor: Naomi »

Witam wszystkich ostatnio w internecie został opublikowany artykuł z New Timesa - Alexandra Balir ,Ciężko bez garnuszka rodziców".
Czy waszym zadniem my jako Polacy róznież mamy problem z przejsciem z nauki na studiach w tok pracy??? Co o tym sądzicie. Artykuł poniżej :)


Gdy wakacje dobiegają końca, a studenci szykują się do nowego roku akademickiego, nasz syn dalej spędza całe dnie przed telewizorem w przerwach wysyłając SMS-y, sprawdzając, co nowego na Facebooku oraz wychodząc z kumplami do pubu. Spadkobiercy pokolenia Y z dnia na dzień przekształcili się w generację narzekających: czy kiedykolwiek dostanę pracę?

Taki scenariusz rysuje się przed tysiącami rodzin. Tysiące studentów opuściło mury uczelni i w tych trudnych czasach nie bardzo wie, co dalej. Rodzice są pełni obaw, a młodzi wiedzą, że pracę muszą znaleźć, nie bardzo wiedząc jak.

Jack Goodwin z Middlesex w tym roku ukończył politologię. Wybrał się do studenckiego biura karier, skąd szybko wyszedł, bo była długa kolejka. Na studiach mieszkał z pięcioma kolegami i każdy z nich zrobił to samo.

- Starałem się o posadę analityka politycznego, ale odrzucono moją ofertę – mówi. - Płacili 18 000 funtów, po opłaceniu rachunków starcza na puszkę fasolki, ale chcieli ludzi i z dyplomem magistra, i z doświadczeniem. Potem zgłosiłem się do pracy w administracji publicznej. Przeszedłem egzamin, ale na rozmowie powiedziano, że jestem „zbyt mało zaangażowany” oraz posługuję się „zbyt technokratycznym językiem”. Nigdy bym na to nie wpadł.

Całe lato przesiedział przed telewizorem. Rozmawiając z kolegami zauważył, że wszyscy jadą na tym samym wózku. Jednego kolegę rodzice zmusili do pracy w sklepie. Ale dla większości czas od dziewiątej rano do piątej po południu to „luz” przed wyjściem do pubu. - A za barem nie chcę pracować. Pracowałem tak, by móc iść na dobre studia, na studiach harowałem na dobre oceny – mówi. - A teraz jestem na tym samym etapie, co kumple, którzy nie poszli na studia i dalej nalewają piwo.

Jego matka, Jaqueline Goodwin, broni go. Mówi, że szukał zatrudnienia. Na razie jest dla niego łagodna, ale stawia sprawę jasno - po trzytygodniowej wycieczce do Ameryki Południowej wakacje muszą się skończyć. Być może zdecyduje, by dokładał się do czynszu i rachunków.

- Kiedyś trzeba dorosnąć. Nie płacimy już za jego studia, więc drobna pomoc jest niewykluczona – mówi. - Ta wycieczka to punkt graniczny. Gdy wróci, będzie musiał iść do pracy.

Według psychoterapeutki Gael Lindenfield, autorki „Strategii powrotu do zdrowia emocjonalnego”, Goodwinowie mają rację. Przejście ze studiów od razu do pracy może być trudne. Trzeba wypośrodkować między zrozumieniem i pozytywnym podejściem i uważać, żeby zbytnio nie uprzyjemnić życia dziecka.

- Głównym zadaniem rodziców jest być na swoim miejscu. Porady, co trzeba zrobić, prowadzą do konfliktów. Jeżeli mamy dobry kontakt z dzieckiem, to trzeba to wykorzystać – mówi. - Ale wielu rodziców jest zbyt łagodnych. Trzeba wyznaczyć granice: ile pieniędzy będziemy im dawać, ile się mają dokładać do czynszu, kiedy się mają zajmować domem. Żyjmy normalnie, ale nie dajmy się wykorzystywać.
Opłacenie konsultacji, dojazdów na rozmowy kwalifikacyjne czy zakup poradników są jak najbardziej na miejscu. Wpychanie się w życie młodych nie bardzo. Rodzice powinni uważać, by nie być zbytnio pobłażliwymi, ale, jak radzi Lindesfield, należy wspierać młodych w poszukiwaniach pracy.

Chłopcy częściej mogą utknąć w domu. Lindensfield uważa, że mężczyźni znacznie lepiej radzą sobie z pomaganiem synom niż matki. Mężczyźni mają inne sposoby radzenia sobie z problemami, więc uważa, że chłopcy potrzebują ojców, by móc pogadać.

Pracę za barem Lindensfield gorąco poleca jako antidotum na apatię. Wszystko zależy od podejścia. Lindensfield znalazła pracę jako asystentka fotografa, właśnie pracując za barem. Uważa, że w ten sposób można nawiązać liczne kontakty i prędzej coś znaleźć.

- To samo dotyczy pracy w sklepie. Zauważą nas, jeśli będziemy dobrze pracować, będziemy pogodni, mili i grzeczni dla klientów, być może nas awansują. Trzeba myśleć o tym jak o szansie, ludzie, którzy odnieśli sukces zawodowy często mają w życiorysie posadę ekspedienta – mówi.

Nasz syn lub nasza córka niekoniecznie muszą chcieć iść w ślady Whoopi Goldberg i malować zwłoki w kostnicy czy być stróżem w elektrowni atomowej jak Bruce Willis, ale nawet Brad Pitt musiał kiedyś paradować w kostiumie kurczaka przed restauracją El Pollo Loco. Nie wydaje się, by mu to zaszkodziło.

Problemem dzisiejszych absolwentów jest to, że nie chcą sobie brudzić rąk. Rodzice wielu nigdy nie dopuścili do tego, by poznali smak porażki. Rozmawiając z pracodawcami często słyszała, że absolwenci uważają się za zbyt dobrych do takiej pracy.

- Rozpuszczano ich w domu i nie namawiano do podjęcia pracy w wakacje – mówi.

Carl Gilleard, kierownik generalny Stowarzyszenia Rekrutującego Absolwentów często spotykał 21-latków, którzy nie wstają rano, nigdy nie przeglądają ogłoszeń o pracę i nie mają pojęcia, co chcą robić w życiu.

- Po pierwsze należy sobie zadać pytanie, czy ktoś nie wie, co może zaoferować czy też nie wie, co rynek pracy może zaoferować. Czy brakuje mu pewności siebie, a może po prostu jest leniwy? Jeżeli wasze dzieci są leniwe, to pozwalając im na dłuższy odpoczynek wcale im nie pomagacie. Im dłużej nie pracują, tym trudniej jest im zacząć.

Praca w fast foodzie czy sklepie rozwija różne umiejętności oraz daje poczucie smaku pieniądza i możliwości wyrobienia w sobie nawyku pracy.

Podsumowując Gilleard stwierdza, że absolwenci z lat 2008 czy 2009 nie powinni się przerażać prognozowaną recesją. Jak dotąd nie ma jednoznacznych dowodów, że rynek pracy dla absolwentów miałby się załamać.

Niektóre firmy mogą ograniczyć rekrutację lub ją zawiesić na rok czy dwa, jak to miało miejsce na początku lat 90., inne mogą rekrutować jeszcze więcej niż podczas ostatniego kryzysu.

Mniejszość absolwentów od razu robi to, co chciało. - Ważne jest, by mieć pozytywne nastawienie, rozwijać się, być elastycznym i umieć się przystosować do warunków pracy – mówi.


Rówieśnicy motywują

TANYA DE GRUNWALD

Swoją karierę zaczęłam marudząc. Po trzech latach na Uniwersytecie w Durham, gdzie studiowałam psychologię, nie miałam zielonego pojęcia, co robić. Jak wielu studentów drżałam na myśl o skończeniu uczelni. Plan był prosty, zrobić dyplom jak najmniejszym wysiłkiem, a o pracę martwić się jak przyjdzie czas.

Nie zdawałam sobie sprawy, jak szybko moja pewność siebie się ulotni, gdy tylko skończę wygodne życie studenta, a zacznę szukać pracy. Mój brat także skończył studia, studiował filologię klasyczną w Oksfordzie i razem wróciliśmy do domu rodziców w Zachodnim Londynie. Po hucznych imprezach absolwenckich, spędziliśmy trzy miesiące nie pracując. Niezły start jak na absolwentów prestiżowych uniwersytetów.

To, że utrzymywali mnie rodzice miało swoje wady i zalety. Plus to, że gdy nie trzeba się martwić o opłaty, to ma się więcej czasu na szukanie pracy, ale sprawia też, że nie szuka się jej zbyt pilnie. Wydawało mi się, że jeśli będę cierpliwe czekać, to wymarzona praca sama zapuka do moich drzwi.

Podjęłam pracę biurową, bo słyszałam, że czasem praca dorywcza staje się stałą. Zlecono mi zajmowanie się archiwum. Nauczyłam się pisać na maszynie i liczyłam na lepsze stanowisko, ale okazało się, że bez doświadczenia nie da rady.

Pewnego dnia znalazłam w metrze gazetę i odpowiedziałam na wszystkie ogłoszenia pracy, które odpowiadały moim kwalifikacjom. Załapałam się do małej firmy rekrutacyjnej w centrum Londynu. Myślałam, że będzie to coś na krótką metę, ale okazało się, że jest to fantastyczna praca, w której spędziłam 18 miesięcy.

Teraz dochodzę do wniosku, że nie byłam wystarczająco wystraszona by ruszyć się za pracą. Większości studentów nie motywuje do nauki miłość do wiedzy, a strach przed egzaminami. Absolwenci nie poszukują pracy z chęci pracowania, ale z obawy przed tym, że za pięć lat wśród swoich znajomych tylko oni będą nadal mieszkać z rodzicami. Gdy nas to kopnie, będziemy zaskoczeni, jak bardzo potrafimy być pracowici.
Ritter
*****
Posty: 610
Rejestracja: pn cze 25, 2007 2:00 am
Lokalizacja: Warszawa
Kontakt:

Post autor: Ritter »

Nie wiem jak to wygląda na normalnych studiach dziennych, ale na zaocznych większość ludzi którzy studiują już pracuje, w końcu ktoś za te studia musi płacić. :wink: A nieczęsto rodzice sponsorują dziecku studiowanie.

Wydaje mi się, że nasi studenci są bardziej zaradni. Z tego co wiem sporo osób na studiach dziennych również pracuje, odbywa staże, aby "godnie" wystartować w "wyścigu szczurów". Jednak nie wiem, czy chciałbym się z nimi ścigać. Na szczęście moja branża (sprawdzone empirycznie na jednym ze spotkań ze studentami ostatniego roku jednej z warszawskich uczelni) nie cieszy się dużym wzięciem. :cool: W związku z tym nie mam się raczej czego bać. :razz:
Stirlitz idąc przez Unter den Linden zauważył człowieka zamalowującego napis na ścianie.
Moderator - pomyślał Stirlitz.
Socjopatka
****
Posty: 160
Rejestracja: ndz wrz 16, 2007 2:00 am

Post autor: Socjopatka »

Z kolei ja zauważyłam taką tendencję, że jesli student dzienny żyje przez cały okres studiów z kieszonkowego od rodziców to po studiach startuje w rzeczywistość zawodową z oczekiwaniem, że mu się sporo należy (nadal). Czyli wysokie zarobki przy małym wysiłku.
Ci, którzy mieli pod górkę i ich studiowanie było przy jednoczesnym etacie wyłącznie kwestią woli, wysiłku i samo-motywacji, mają więcej pokory i świadomości, na czym polega realne życie.
Awatar użytkownika
koziolek
****
Posty: 156
Rejestracja: sob paź 25, 2008 2:00 am

Post autor: koziolek »

Zgadzam się z Minhoi. Studenci dzienni, jeśli nie pracowali, po skończeniu studiów mają bardzo wysokie oczekiwania. Ale wydaje mi się, że powoli taki model studenta zanika. Coraz częściej studenci dzienni, widząc że pracodawcy cenią przede wszystkim doświadczenie, biorą pracę na niepełny wymiar godzin. Chociaż trzeba przyznać, że nie wszyscy.
Poza tym wcale niełatwo znaleźć pracę, która by spełniała wszystkie warunki: elastyczny grafik, możliwy dojazd i była chociaż w miarę płatna. Ale czasami się udaje...
Wyścig szczurów? Być może. Możliwe też, że chodzi o chęć przynajmniej częściowego uniezależnienia się od rodziców.
Każda decyzja ma swoje plusy i minusy. Ale najgorzej to siedzieć i nic nie robić :roll:
Ritter
*****
Posty: 610
Rejestracja: pn cze 25, 2007 2:00 am
Lokalizacja: Warszawa
Kontakt:

Post autor: Ritter »

Minhoi, koziołku,

taki model studenta (dzienny, któremu się wszystko należy) wcale nie zanika. Koleżanka szukała dość ostro ludzi do swojego zespołu, ponieważ ma spore obłożenie pracą. Odpuszczała kolejne rzeczy (najpierw coraz krótszy okres doświadczenia, potem w ogóle bez doświadczenia; najpierw absolwenci, potem studenci ostatniego roku). Oczekiwania ludzi, którzy przychodzili starać się o posadę były chore. Jeden zwłaszcza, który chciał na początek pensji konsultanta na stanowisku asystenta (próbna umowa jest u nas na 3 miesiące), a potem to on się spodziewał znaczącej podwyżki gdzieś tak rzędu 1-1.5k zł. Bo za mniej to jemu się nie opłaca pracować.

Przy takim podejściu, to no cóż, podziękowano panu i życzono szerokiej drogi i gumowego muru żeby mógł główką potrykać :wink:

Ale takich studentów jest sporo, a pensje u nas do najniższych nie należą. Ale cóż, jak ktoś woli do "fabryki" top1 na rynku pójść i nie mieć okna w pokoju to szerokiej drogi i krzyżyk na drogę. :razz:
Stirlitz idąc przez Unter den Linden zauważył człowieka zamalowującego napis na ścianie.
Moderator - pomyślał Stirlitz.
Socjopatka
****
Posty: 160
Rejestracja: ndz wrz 16, 2007 2:00 am

Post autor: Socjopatka »

Są dwie strony medalu. Tupeciarze czasem więcej osiągają.
Osoby z kompleksami i wiarą w to, że jako niedoświadczone naturszczyki nie mogą zbyt wiele zarobić, padają czasem ofiarą tzw. szczurów, którzy bazują na czyimś wysiłku i spijają dla siebie śmietankę.
Więc najlepiej użyć złotego środka, troche pokory ale też siły przebicia i wiary w siebie.
Idźcie do kościoła i zostawcie filozofów w spokoju. Nie żądajcie przynajmniej, by dostosowywali swe nauki do waszej myślowej tresury: to czynią nicponie, półmędrkowie, u których możecie zamawiać sobie doktryny według upodobania.
Arthur Schopenhauer
Ritter
*****
Posty: 610
Rejestracja: pn cze 25, 2007 2:00 am
Lokalizacja: Warszawa
Kontakt:

Post autor: Ritter »

Wiesz, ja zawsze zaczynam od zdania, że na pewno nie interesuje mnie praca za mniejszą kasę niż mam. Jak się zaczynają krzywić, to odpuszczam, że jeśli polityka firmy, etc. etc. stanowi, że pracownik na umowie próbnej zarabia mniej to możemy się dogadać, ale delikatnie sugeruję, że spodziewam się pensji takiej o jakiej mówiłem po zakończeniu umowy próbnej. W większości przypadków od razu widać co firma by chciała. :wink:
Stirlitz idąc przez Unter den Linden zauważył człowieka zamalowującego napis na ścianie.
Moderator - pomyślał Stirlitz.
Socjopatka
****
Posty: 160
Rejestracja: ndz wrz 16, 2007 2:00 am

Post autor: Socjopatka »

Ritter, widze, że statystyka Twoich rozmów kwalifikacyjnych musi być porażająca;-)
Idźcie do kościoła i zostawcie filozofów w spokoju. Nie żądajcie przynajmniej, by dostosowywali swe nauki do waszej myślowej tresury: to czynią nicponie, półmędrkowie, u których możecie zamawiać sobie doktryny według upodobania.
Arthur Schopenhauer
Ritter
*****
Posty: 610
Rejestracja: pn cze 25, 2007 2:00 am
Lokalizacja: Warszawa
Kontakt:

Post autor: Ritter »

Muszę wiedzieć co w trawie piszczy, pozwala mi to lepiej negocjować w obecnym miejscu pracy :wink:

A poważnie, to przez ostatni rok zbieram pokłosie CV rozsyłanych w grudniu ubiegłego roku :wink:
Stirlitz idąc przez Unter den Linden zauważył człowieka zamalowującego napis na ścianie.
Moderator - pomyślał Stirlitz.
Socjopatka
****
Posty: 160
Rejestracja: ndz wrz 16, 2007 2:00 am

Post autor: Socjopatka »

Ooo to pozytywna wiadomość:)
Wniosek z tego taki, że życie bez pracy ludzkiej możliwe nie jest...
Idźcie do kościoła i zostawcie filozofów w spokoju. Nie żądajcie przynajmniej, by dostosowywali swe nauki do waszej myślowej tresury: to czynią nicponie, półmędrkowie, u których możecie zamawiać sobie doktryny według upodobania.
Arthur Schopenhauer
ODPOWIEDZ