Jak nie wychować córki na dziwkę

gdzie studiować i dlaczego socjologię, gdzie zdobyć dodatkową wiedzę socjologiczną
ODPOWIEDZ
Ritter
*****
Posty: 610
Rejestracja: pn cze 25, 2007 2:00 am
Lokalizacja: Warszawa
Kontakt:

Jak nie wychować córki na dziwkę

Post autor: Ritter »

Gra komputerowa o dźwięcznej nazwie Miss Bimbo, zaprojektowana przez jakiegoś dwudziestoletniego geniusza, uczy małe dziewczynki, jak wydawać pieniądze mężczyzn, którzy na nie lecą, oraz tego, jak za owe pieniądze zrobić z siebie superlaskę. Grafika gry utrzymana jest w tonacji burdelowego różu. Produkt ten robi oszałamiającą karierę i podoba się dziewczynkom w wieku 8-12 lat.

Stopnie oburzenia


Nie tak dawno, bo niecałe dziesięć lat temu przez media przetoczyła się dyskusja o tym, czy pisma takie jak "Bravo" i pochodne demoralizują młodzież, czy też ich regularne czytanie nie wpływa na psychikę młodych ludzi. Dyskusja jak dyskusja - każda ze stron wyartykułowała swoje racje i sprawa przycichła, a wspomniane gazetki ukazują się nadal i przynoszą zyski z reklam. Kolejne już pokolenie młodych Polek czyta o tym, co zrobić, by mieć w wieku 13 lat intensywny orgazm, i w jaki sposób zwrócić na siebie uwagę sympatycznych chłopców z fajnymi gadżetami w kieszeniach. Czytają to dzieci. I co? Deprawują się przez to?

- Moim zdaniem nie - mówi Jagoda, dziś studentka dziennikarstwa. - Ja także czytałam "Bravo" i "Dziewczynę" i jakoś nie zeszłam na złą drogę. W pewnym wieku uchodzą takie rzeczy i traktuje się je jako coś normalnego, a potem zainteresowanie nimi mija i każdy zajmuje się swoimi bardziej dojrzałymi pasjami. Tak naprawdę chodzi o to, że pojawienie się na rynku takich pism lub gry Miss Bimbo jest szokujące z powodu zainteresowania, jakie wywołują te rzeczy. Potwierdza ono to, czego wiele osób nie chce przyjąć do wiadomości: seksualność ujawnia się bardzo wcześnie, tyle że jest tłumiona przez wychowanie. Ja się nie wypowiadam, czy to źle, czy dobrze, że jest tłumiona, ale gry i pisma dla bardzo młodych dziewczyn potwierdzają to. Wielu ludzi chętnie by temu zaprzeczyło.

Czy obecność takich produktów, które ujawniają i rozbudzają seksualność, co tu dużo mówić, u dzieci, jest syndromem upadku, degeneracji społeczeństwa, w którym żyjemy, czy raczej nie? Być może owa rozbudzona seksualność przycichnie nieco po kilku latach głupich szczeniackich zauroczeń, by potem obudzić się znów w dojrzalszej formie. Nikt nie wierzy chyba, że dwunastolatki pod wpływem gazet lub gry zaczną uprawiać seks ze starszymi mężczyznami i będą to robić wbrew kategorycznym zakazom rodziców. To niemożliwe, nawet jeśli są wyjątki potwierdzające taką tendencję. Jeśli wychowanie opiera się także na innych podstawach niż na tym, co promują wydawnictwa rozpowszechniające modę na swobodę obyczajową, jeśli dziecko odbiera ze świata także inne prócz seksualnych bodźce, to jasne jest, że jego psychika nie ulegnie jakimś koszmarnym deformacjom.

- Myślę, że tego rodzaju dylematy potrzebne są dorosłym - mówi Marek, student psychologii. - To są problemy, nad którymi młodzież przechodzi do porządku dziennego, tak jak przechodzi się świnkę, odrę czy różyczkę. To powraca co jakiś czas, bo pewnym ludziom zadaje się, że mają wpływ, realny wpływ na wychowanie i kształtowanie psychiki młodych ludzi. Moim zdaniem nie mają, go bo przegrali bitwę o ten wpływ walkowerem, przegrali z mediami. Tyle że media też do końca nie zwyciężyły z rodzicami i wychowawcami młodzieży. Dzieci interesują się seksem, jedne rozpoczynają współżycie wcześniej, inne później. Świat dziecięcej seksualności jest stosunkowo mało zbadany i daje wielkie pole do nadużyć i manipulacji.

Kto tu jest dzieckiem

Nie wszyscy rodzice jednak protestują przeciwko takim produktom jak Miss Bimbo. Wiele matek uważa, że wspaniałe jest to, iż ich córki tak wcześnie wchodzą w świat dorosłych, że wcześnie poznają wartość pieniądza i relacje pomiędzy kobietą i mężczyzną, które nie zawsze oparte są na czystej i szlachetnej miłości, często zaś na zależnościach seksualno-finansowych. Taka jest rzeczywistość i wiele osób uważa, że nie ma sensu ukrywać tego przed dziećmi. W Polsce co prawda nie ma jeszcze, jak w Beverly Hills, gabinetów kosmetycznych i fryzjerów dla małych dziewczynek. Należy się jednak spodziewać, że takie miejsca zostaną otwarte także nad Wisłą. Może nie w tej dekadzie, ale gdzieś w przyszłości. Mamy już przecież konkursy piękności dla nastolatek, które cieszą się ogromnym zainteresowaniem. Ludzie chcą pokazać swoje dzieci światu, chcą, by były podziwiane, i mają nadzieję, że w ten sposób otworzą przed nimi jakieś drzwi, które mogą prowadzić do lepszej przyszłości.

- Ja i moja córka regularnie bierzemy udział w takich imprezach - mówi pani Bożena. - To jest niezwykle rozwojowe. Dziecko poznaje świat, ludzi, uczy się tego, w jaki sposób poruszać się pomiędzy nimi, jak zaprezentować się na scenie, co powiedzieć, by wzbudzić zainteresowanie. Uważam, że to bardzo praktyczne rzeczy, o wiele bardziej praktyczne niż bezsensowne wkuwanie w szkole jakichś formułek. Moja córka chodzi ponadto do szkoły muzycznej, gdzie uczy się grać na pianinie. To jej się naprawdę przyda w życiu. Wolałabym, żeby nie miała głowy zaśmieconej jakimiś niepotrzebnymi informacjami w rodzaju, co napisał Mickiewicz, bo to nikomu do niczego się nie przyda, a wystudiowany sposób chodzenia i zdejmowania kapelusza przyda się kobiecie na pewno.

Stajemy przed odwiecznym dylematem, który zawsze jest wywoływany pojawieniem się na rynku gadżetów obniżających pułap dorosłości, a mianowicie: czego człowiek ma się uczyć i w jaki sposób powinien przygotowywać się do swojego dojrzałego życia. Czy to, co daje mu szkoła i dom rodzinny, rzeczywiście będzie mu potrzebne? Czy bezwartościowe, śmieciarskie pisemka i lansowana w nich ideologia życia przewracają w głowie, czy też przeciwnie - zapoznają młodego człowieka z tym, czym naprawdę jest życie, ze sprawami, wokół których obracać się będzie jego świat, gdy skończy 12-13 lat, by potem wejść na zupełnie inną orbitę. Istotne jest także to, skąd pomysłodawcy takich produktów czerpali inspirację, słowem co było pierwsze: jajko czy kura. Czy foto story w tygodniku "Dziewczyna" i gra Miss Bimbo to produkt chorej wyobraźni kilku napalonych dwudziestolatków, czy może jest to uproszczone nieco i przestylizowane życie młodych ludzi. Jeśli prawdziwy jest ten drugi wariant, to wielu statecznych rodziców może być zaskoczonych tym, czym tak naprawdę interesują się ich córki.

- Myślę, że rozwój psychofizyczny dziecka tak naprawdę nie interesuje większości rodziców - mówi pani Bożena. - To jest fikcja - te pytania o to, co w szkole, jak się czuje i tak dalej. Przepaść pomiędzy rodzicami a dojrzewającymi dziećmi jest ogromna i nie sposób jej zasypać. Przeciwnie - wielu rodziców ją pogłębia. Ja uważam, że działam w dobrym kierunku i moja córka jest szczęśliwa, ale są tacy, którzy twierdzą, że wychowuję ją na dziwkę. To jakieś skończone prostactwo.

Rafał Majchrzak

o2.pl
Stirlitz idąc przez Unter den Linden zauważył człowieka zamalowującego napis na ścianie.
Moderator - pomyślał Stirlitz.
Naomi
**
Posty: 17
Rejestracja: czw wrz 18, 2008 2:00 am
Lokalizacja: Śląsk

Post autor: Naomi »

Witam
No co mnie w tym tekście naprawde uderzyło to cytat ,,Wolałabym, żeby nie miała głowy zaśmieconej jakimiś niepotrzebnymi informacjami w rodzaju, co napisał Mickiewicz, bo to nikomu do niczego się nie przyda, a wystudiowany sposób chodzenia i zdejmowania kapelusza przyda się kobiecie na pewno. "
Ludzie popadaja do tego stopnia w irracjonalny swiat oparty wyłącznie na pięknie zewnętrzym a nie wewnętrzym. Bo po co komu wyobraźnia budowana wierszami poety jak można nadrobic to pieknym stylem chodzenia. Czy współczesna ludzkośc jest na tyle pusta by kreowac tylko swój zewnętrzny wizerunk (coś co kiedys sie skończy). Bo wartosci, które budujemy wewnątrz mogą uledz tylko ulepszeniu ale nigdy nie przemijają. Moge chodzić niezbyt idealnie ale byc sobą! Moge czytac różne dzieła, które są może dla mnie nieprzydatne ale bede umiała rozwijać swoją krytykę na temat ich.
To mnie bardzo boli w tym współczesnym świecie iluzji ideałów i piękna.
Pozdrawiam :)
ODPOWIEDZ